5 najlepszych noclegów w trakcie podróży po Gruzji

Do tej pory moim najdłuższym wyjazdem była wyprawa do Gruzji. W sumie spędziłam ponad 40 dni w podróży. Przemieszczałam się autostopem, nocowałam w namiocie. Na dzikiej plaży, nad jeziorami, w górach, przy stacjach benzynowych.

Tylko raz wynajęliśmy pokój, parę razy zostaliśmy zaproszeni do domów poznanych Gruzinów. Rozbijaliśmy się tam, gdzie zastawał nas wieczór. Zdarzało się, że były to miejsca niebanalne.

1. Twierdza Chertwisi

Na twierdzę trafiliśmy z Pawłem  po drodze do popularnego wśród turystów skalnego miasta Wardzia.  Dotarliśmy tu dosyć późno. Gdy tylko zobaczyłam fortecę, byłam zachwycona. Osadzona wysoko na wzgórzu, górująca nad niewielką miejscowością. Kto nie chciałby obudzić się pewnego ranka na zamku? 🙂

Przy samym Chertwisi nie zatrzymuje się wielu zwiedzających. Nie ma kolejek, nie kupuje się biletów. Znaleźliśmy wystarczającą na naszą dwójkę wnękę i nagle ni stąd, ni zowąd Paweł wynalazł miotłę. Uprzątnęliśmy przestrzeń na karimaty i śpiwory. Noc spędziliśmy pomiędzy murami z widokiem na rozgwieżdżone, gruzińskie niebo.

Podobno historia twierdzy sięga II wieku p.n.e. Mury zostały jednak zniszczone i odbudowane w okolicy XIII wieku.

 

2. Swanetia – nocleg w górach

Swanetia to jeden z wysokogórskich regionów Gruzji. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zdecydowali się na pieszą wędrówkę. W sumie przeszliśmy ok. 45 kilometrów z miejscowości Kala do Mestii.

Jedną noc spędziliśmy w Adishi. Drugiego wieczoru rozbiliśmy się na dziko z widokiem na Mestię i majestatyczne góry.

Widok po rozpięciu namiotu zapierał dech w piersiach. To, co uradowało nas jeszcze bardziej to rosa na trawie, będąca namiastką porannego prysznica.

A wyglądało to tak:

 

3. Twierdza Ananuri przy zbiorniku Żinwali

Ananuri położona jest na Gruzińskiej Drodze Wojennej, około 70 kilometrów na północ od Tbilisi.  Jest to kolejna, malowniczo ustyuowana twierdza, otoczona zbiornikiem Żinwali o pięknym lazurowym kolorze. Poszukując miejsca do noclegu w sąsiedztwie jeziora, zobaczyliśmy ludzi siedzących przy ognisku. Po chwili usłyszeliśmy: „Rebiata zdrastwujtie! Chody siuda!”.

Okazało się, że oprócz nas noc nad jeziorem Żinwali spędzało starsze małżeństwo Ukraińców i młoda para Rosjan. Obozowisko było wyposażone w kamienny stół i kran z wodą. Przed snem nie mogliśmy się powstrzymać i po całym dniu podróży wykąpaliśmy się pod osłoną nocy w jeziorze Żinwali.

Rano po śniadaniu wszyscy rozjechali się w swoją stronę: Ukraińcy na motocyklu, Rosjanie autostopem na południe, my na północ w stronę Kazbegi.

 

4. Z widokiem na Kazbeg

Największą atrakcją miejscowości Stepancminda (nazywaną także Kazbegi) jest klasztor Cminda Sameba. Zanim  odwiedziłam Gruzję, panorama tego miejsca była dla mnie jednym z głównych skojarzeń z Kaukazem.

Spod klasztoru wiedzie droga na Kazbeg, który nie jest najwyższym szczytem Gruzji, jak się czasem uważa, ale najbardziej popularnych wśród wspinaczy.

Miejsce na nocleg znaleźliśmy na polanie niedaleko samego klasztoru. Jak się okazało, nie byliśmy jedynymi tymczasowymi mieszkańcami w okolicy. Rozbita tam była grupa Czechów, spotkaliśmy też Polaka. Wszyscy mieli zamiar wejść na Kazbeg.

Niestety nie uwieczniliśmy samego obozowiska, ale zamieszczam nasze zdjęcia zrobione z drogi na Przełęcz Arsha (ok. 3000 m n.p.m) pod Kazbegiem.

 

5. Park Borjomi

Nie trafilibyśmy w to miejsce, gdyby nie przesympatyczny Gruzin, którego poznaliśmy w jednej z borjomskich knajpek. Tego wieczoru jedliśmy kolację w  restauracji Cafe Turisto (polecam gorąco!). Po zasmakowaniu gruzińskich przysmaków (i spróbowaniu domowej czaczy), zagadaliśmy się z właścicielem knajpki, starszym, siwym jegomościem.

To on poradził nam, gdzie możemy postawić namiot. Co więcej, jak to w Gruzji często bywa, postanowił, że sam nas tam zaprowadzi.

Rozbiliśmy się głęboko w parku nad szumiącym potokiem. Było pusto, nikt nie zwracał na nas uwagi. Jedynie następnego dnia mijali nas czasem poranni spacerowicze i biegacze.

 

 

W Gruzji nigdy nie czułam się obco. Nieważne czy nocowaliśmy na dziko, czy byliśmy goszczeni u dopiero co poznanych osób, z którymi przejechaliśmy kilkanaście kilometrów autostopem.

Na pewno jeszcze nie raz o tym kraju napiszę.