Malta na dziko

Malta na dziko

Nie przepadam za miastami. Podróżując, wolę podziwiać piękne krajobrazy, urocze zakątki, malownicze wsie. Taki był trochę nasz pobyt na Malcie. Z noclegami na dziko, blisko morza, przyrody i klifów.

Malta jest niedużą wyspą. Podobno można ją zwiedzić w parę dni. My spędziliśmy na niej trzy noce. Nie spieszyliśmy się, wiedzieliśmy, że nie zobaczymy wszystkiego. Zależało nam na tym, żeby jak najwięcej czasu spędzić na łonie przyrody.

Z Valletty uciekliśmy bardzo szybko. Tłum ludzi w stolicy sprawił, że dotarliśmy jedynie nad zatokę i do informacji turystycznej po mapę. Po chwili byliśmy już w drodze poza miasto.

 

Noclegi w namiocie, czyli Malta na dziko

Przed wyjazdem wyczytałam, że biwakowanie na Malcie jest zabronione. Ciekawe jest to, że poznany na miejscu Maltańczyk twierdził, że możemy rozbijać się na dziko bez żadnych konsekwencji. Na Couchsurfingu otrzymałam odpowiedź, że nie powinno być problemu, jeżeli rozstawimy namiot tylko na jedną noc.

Po przylocie późnym wieczorem,  rozbiliśmy się niedaleko lotniska. Dwie pozostałe noce spędziliśmy nad morzem: na północno-zachodnim wybrzeżu wyspy (plaża Għajn Tuffieħa) oraz na pobliskim Gozo (plaża San Blas).

Obie zatoki gorąco polecam. Wieczorem zostawaliśmy w okolicy sami (no może jedynie w towarzystwie butelki maltańskiego wina), z widokiem na szumiące morze i pustą plażę. Nie wiem, jak to wygląda w trakcie sezonu, ale w marcu nikt nie zakłócał naszego snu. Budziliśmy się, jedliśmy śniadanie, napawaliśmy się widokami. Dopiero wtedy niespiesznie zwijaliśmy namiot.

 

Klify Dingli i Blue Grotto

Jeden dzień na Malcie warto poświecić na zwiedzanie południowo-zachodniej części wyspy.

Blue Grotto jest malowniczo położoną grotą, która widnieje na większości pocztówek z Malty. Widok rzeczywiście robi wrażenie. Przy dobrej pogodzie można podpłynąć łódką i zobaczyć jaskinie od środka. Nam sam widok groty wystarczył. Wiedząc, że jest to miejsce bardzo turystyczne, nie zatrzymywaliśmy się w miejscowości położonej w pobliżu.

Na północ od Blue Grotto ciągną się Klify Dingli. Osiągają one wysokość ponad 200 metrów. Dla porównania Klif Orłowski w Gdyni mierzy w najwyższym punkcie około 40 metrów.

Wędrówkę w kierunku wybrzeża rozpoczęliśmy w miejscowości Dingli. Po drodze mija się Kapliczkę św. Marii Magdaleny, przy której można usiąść i schronić się od wiatru.

Nie jest łatwo znaleźć miejsce, w którym klify są widoczne w całości, ze względu na tereny prywatne rolników. Początkowo planowaliśmy rozbić się gdzieś w okolicy, jednak zrezygnowaliśmy z powodu upraw.

 

 

Jak rozplanować inne dni? Wybierzcie się promem na Gozo. Ta mniejsza wyspa wywarła na nas większe wrażenie niż Malta. Zasłużyła tym samym na oddzielny opis na blogu.

Warta uwagi może być również wyspa Comino. Według Maltańczyka, z którym jechaliśmy autostopem, mieszkają tam tylko trzy osoby.

O czym warto pamiętać, lecąc na Maltę?

Warto wybrać się tutaj poza sezonem. Ze względu na mniejszą liczbę turystów (choć i tak było ich całkiem sporo) oraz ciekawą, sprzyjającą zwiedzaniu pogodę.

Będąc na Malcie w połowie marca, przywitało nas piękne słońce (temperatura jednego dnia wynosiła nawet 23 stopnie). Trzeba jednak uważać na porywisty wiatr. Kompletując garderobę na wyjazd, wskazane będzie zabranie ze sobą kurtki na wieczór lub na czas poruszania się blisko wody. Pod żadnym pozorem, nawet jeżeli ktoś będzie mówił, że to tylko zbędny ciężar (np. towarzysz podróży… ;)), nie rezygnujcie z kremu z filtrem.

Inaczej Wasze czoła i nosy ucierpią w trakcie wyjazdu równie mocno co nasze.

Parę słów o komunikacji miejskiej

Malta jest bardzo dobrze skomunikowana. W informacji turystycznej można zaopatrzyć się w mapę połączeń autobusowych. Poza sezonem 12-przejazdowy bilet kosztował nas 15 euro. W przypadku dłuższego pobytu, warto pomyśleć o nielimitowanym bilecie na 7 dni.

Rodzaje biletów i aktualne ceny możecie sprawdzić na stronie Malta Public Transport.

Ruch na wyspie jest lewostronny. Początkowo sprawiało mi to problem, szczególnie gdy jeździliśmy rowerami i wjeżdżaliśmy na ronda. Mała rada: zanim wypożyczycie jakikolwiek pojazd, przejedźcie się autobusami. Warto przekonać się najpierw, jak żwawo i zamaszyście jeżdżą miejscowi oraz jak wąskie potrafią być uliczki.

Wszystkim wybierającym się na wyspę szczerze zazdroszczę. Tym, którzy jeszcze nie byli, bardzo polecam. Zabłąkajcie się wśród skał i dzikiej przyrody.